Po co Ci to całe bieganie? Czyli o tym, dlaczego biegam i nie zrażam się komentarzami…

To, że bieganie jest moją pasją nie jest już dla nikogo żadną nowością. Sporo osób kibicuje mi i chwali za konsekwencję i upór niezależnie od tego, czy są związane z bieganiem czy nie. Często jednak spotykam się ze strony osób o odmiennych zainteresowaniach lub też bez jakichkolwiek zainteresowań z różnymi komentarzami i pytaniami po co i na co mi to wszystko. Dlatego dziś mały przegląd moich ulubionych tekstów opatrzonych moją odpowiedzią.


Po co się tak męczysz? Mogłabyś w tym czasie odpocząć.

Takie pytanie może zadać tylko osoba, która nigdy nie była aktywna fizycznie. Powodów jest wiele i o nich w szczegółach za chwilę. Ogólnie rzecz ujmując zależy mi na zdrowym trybie życia i jakimś zajęciu, które nie wynika z moich obiektywnych obowiązków. Poza tym odpoczynek dla każdego oznacza coś innego. To, że lubisz siedzieć przed telewizorem nie oznacza, że inną osobę to też ucieszy. Mam pracę bardziej umysłową niż fizyczną, a do tego obowiązki w domu, dlatego bieganie pozwala mojej głowie na odpoczynek od codzienności.

Zniszczysz sobie zdrowie

Kolejny ciekawy tekst. Wiadomo, wszystko z umiarem, ale w bieganiu chodzi mi właśnie o jego zachowanie. Nie utrzymam zdrowia konserwując się na kanapie w formalinie lub bez niej. Owszem, nie sposób się nie zgodzić, że uprawianie sportu to ryzyko kontuzji, a jego nadmiar może prowadzić do wyczerpania organizmu. Dlatego wszystko z umiarem. Gdy jestem przeziębiona, nie trenuję. Gdy na dworze jest ślisko lub ciemno i niebezpiecznie, stawiam na ruch pod dachem. Bieganie bardzo poprawiło moją kondycję i odporność. Rzecz jasna, jeśli ktoś ma zdrowotne przeciwwskazania do danej dyscypliny i wiadomo, że konkretna aktywność przyniesie mu więcej szkody niż pożytku, wtedy warto odpuścić. Ja na szczęście nie cierpię na nic, co by uniemożliwiało mi bieganie.
O tym dlaczego bieganie to mój sposób na zdrowie pisałam też TUTAJ.

Przecież nie jesteś gruba

To, że ktoś się rusza nie musi od razu oznaczać, że chce schudnąć. Nie ukrywam, że bieganie bardzo mi pomaga utrzymać wagę, zwłaszcza, że mam spore skłonności rodzinne do tycia, a do tego lubię także dobrze zjeść. Tyle że dzięki bieganiu trzymam sensowną wagę i nie jestem kulką, a do szczypiorka mi daleko.


Po co się w ogóle przejmujesz wyglądem, przecież masz już męża

Czyli ciąg dalszy poprzedniego wątku. Nie do końca rozumiem, co autor ma na myśli. Rozumiem, że teraz powinnam zamknąć się w domu, sprzątać, gotować, rodzić dzieci z rozczochraną czupryną, bez makijażu i w wyciągniętym starym dresie. No litości…
Odpowiedź brzmi, że właśnie dlatego fajnie trochę przejąć się swoim wyglądem, skoro już ma się dla kogo. Czy jeśli druga osoba zapuści się przy Was, bo teraz już może, to będziecie zadowoleni? A po drugie dobrze wyglądać po prostu dla siebie.


Dlaczego nie pójdziesz na siłownię?

Każdy lubi co innego. Bywam na siłowni, choć bieganie daje mi większą satysfakcję. Postępy i wysiłek jaki w nie wkładam są bardziej mierzalne w postaci kilometrów, czy czasu. Jako, że lubię cyferki i statystyki, bieganie po prostu daje mi większą satysfakcję. Poza tym przeważnie biegam sama, z muzyką lub bez. Tak czy siak, jest to czas tylko dla mnie, gdy jestem sama. Każdy potrzebuje czasem chwili wytchnienia bez towarzystwa.

Przecież tańczysz, po co ci dodatkowa aktywność

Tutaj się zgodzę, pisałam zresztą, że taniec może być świetnym ćwiczeniem cardio TUTAJ. W praktyce te dwa zajęcia uzupełniają się i równoważą. Gdy przychodzą okresy, że z różnych powodów mam mniej zajęć z tańca, wtedy wypełniam czas bieganiem. Tak samo w drugą stronę, gdy zajęć robi się dużo, przeważnie zmniejszam ilość treningów. To chyba logiczne, że przemęczony i przetrenowany, niezależnie od aktywności, organizm nigdy nie będzie funkcjonował sprawnie.

Dodatkowo, jeśli chodzi o taniec to jak wszyscy wiedzą „do tanga trzeba dwojga”, a często nawet i większej ilości osób (całej grupy) oraz możliwości i czynników (sala, instruktor, czas). W bieganiu jestem całkowicie niezależna. Mogę rzecz jasna biegać w grupie, ale odwołane zajęcia czy brak towarzystwa nie uniemożliwi mi samodzielnego treningu.

Taniec jest moją największą i najdłuższą stażem pasją jeśli chodzi o spędzanie wolnego czasu. Jest bardziej zróżnicowany – są różne style, może być wolny, szybki, dobry technicznie lub nafaszerowany efektownymi figurami mającymi na celu odwrócenie uwagi od niedociągnięć, może oddawać każdy nastrój. To po prostu coś na skrzyżowaniu sztuki i sportu. W bieganiu nie ma się co czarować, mamy tylko sport, ale czasem też właśnie to jest potrzebne – zmęczyć się bez konieczności udawania gwiazdy.


Zajęłabyś się czymś pożytecznym

Cóż… Bieganie nie jest moim głównym zajęciem, lecz hobby. Z tego powodu nie zawalam moich obowiązków, a nawet wręcz przeciwnie. Mam pracę, mam dom, robię coś pożytecznego.

Dzięki temu, że tak a nie inaczej spędzam mój wolny czas, mam szansę odstresować się, poukładać sobie w głowie różne sprawy, nabrać dystansu. Gdy mam problemy, niezależnie czy dotyczą one pracy, czy życia osobistego, mam wtedy możliwość pomyśleć nad ich rozwiązaniem. Niezależnie od tego, czy zgłębiam istotę wszechrzeczy, czy kalkuluję ile porcji kurczaka kupić na przyszły tydzień, podczas biegania mogę pomyśleć i nic oraz nikt mi w tym nie przeszkadza.

Każdy ma inny sposób na odreagowanie czy przemyślenie swoich spraw. Jedna osoba spali fajkę, inna pospaceruje, ktoś włączy głośną muzykę i popatrzy się tępo w ścianę, a ja właśnie pobiegam. Jeśli w ciągu godziny nie uda mi się znaleźć rozwiązania problemu, to nadal nie był to czas stracony, bo przecież w międzyczasie zrobiłam trening. Przyjemne z pożytecznym.

Masz biegowego pierdolca

Tak, to cytat. Zrozumiałabym to, gdyby przez bieganie pogarszał się mój stan zdrowia lub gdybym zawalała moje obowiązki lub nie miała innych zainteresowań. Jak już wcześniej napisałam, bieganie w pewien sposób równoważy inne elementy mojego życia i zdecydowanie nie stoi na szczycie mojej piramidy życiowych priorytetów. Ale jeśli nie mam żadnej alternatywy dla czasu spędzonego na treningu poza oglądaniem telewizji, drzemką lub przewijaniem Facebook’a, to chyba dobrze, że wiem, w jaki sposób chcę spędzać wolny czas.


Będziesz bawić się w tą sektę?

Osoby niebiegające postrzegają często zapalonych biegaczy jako grupę wariatów. Latają w deszczu półżywi i jeszcze się z tego cieszą. Rozmawiają niezrozumiałym językiem tylko o treningach i zawodach. No po prostu masakra. Mam sporo biegających znajomych i fakt faktem większość naszych rozmów koncentruje się na bieganiu – technice, czasach, informacjach itp. Dla kogoś, kogo to zupełnie nie interesuje może się to wydawać czymś dziwnym, ale w przypadku gdy masz znajomych o podobnych zainteresowaniach oczywistym staje się, że rozmawiasz właśnie o nich lub chcesz poświęcać na nie czas zespołowo. Niezależnie od tego, czy rozmawiasz o bieganiu, samochodach, kosmetykach, grach komputerowych, polityce, czy notowaniach giełdowych – jeśli ktoś z zewnątrz nie interesuje się tym, wówczas będziesz uchodził za dziwaka. Nie ma rady, nie da się wszystkim jednocześnie dogodzić.

Poza tym dzięki mojej przygodzie z bieganiem poznałam masę różnych osób. Co ważne, każdy ma swoje życie, swoją rzeczywistość, swój wiek, rodzinę i pracę, a bieganie jest punktem wspólnym. To, że angażujesz się w życie społeczne i poznajesz nowych wartościowych ludzi to ogromna zaleta biegania w grupie.

Przecież i tak biegasz wolno

Nie da się ukryć, pędziwiatrem zdecydowanie nie jestem. W zasadzie moje tempo biegania przypomina wręcz żwawe chodzenie co po niektórych. Wiem też, że nigdy nie będę biegać tak szybko, jak większość osób. Co więcej, pomimo iż biegam od paru lat, niejednokrotnie ludzie przy pierwszej próbie biegania czy zawodach potrafią bez przygotowania wykręcić lepszy czas niż ja obecnie. Mimo to, jak wielokrotnie powtarzałam, jeśli chodzi o czasy i tempo, zawsze cieszę się gdy jestem lepsza, ale od siebie! Po drugie biegam przede wszystkim dla siebie, dla zdrowia i kondycji. Udział w biegach, o czym pisałam TUTAJ stanowi dla mnie bardziej mobilizację do treningów i sprawdzian możliwości, tak abym zmieściła się w limicie czasu ;)


Poza tym przez większość mojego życia nie znosiłam biegania. W szkole właśnie z jego powodu przez wiele lat miałam zwolnienie z w-f’u. To, że teraz mimo wszystko biegam jest dla mnie w pewnym sensie próbą charakteru. Nie oznacza to, że teraz nie lubię biegać. Wręcz przeciwnie – uwielbiam i daje mi to ogromną satysfakcję! Każdy, kto jest aktywny wie jednak, że nie zawsze się chce ruszyć. Gdyby wyjście na trening zawsze było takie proste, wtedy wszyscy by coś robili.

Lubię to, że jednak umiem wygrać z leniem i w całym codziennym życiu i zamieszaniu znaleźć czas i siłę, by zrobić coś dla siebie.

Jak widzicie na każdy tekst mam odpowiedź, choć często nie tłumaczę się i po prostu robię swoje. Umiejętność nieprzejmowania i niezrażania się uwagami wykształca się chyba z czasem i pod warunkiem, że naprawdę chcesz coś robić.

Chcecie biegać lub robić cokolwiek innego? Róbcie to i nie zważajcie na złośliwe opinie innych, chyba że realnie wynikają one z troski i zdrowego rozsądku. Sami też go zachowajcie.
Wszystko jest dobre, ale z umiarem!

Spotkaliście się kiedyś z podobnymi tekstami?

Chcecie być na bieżąco?
Zapraszam Was do obserwowania za pośrednictwem

Instagrama TUTAJ

Facebooka TUTAJ

4 komentarze:

  1. Dobry tekst, mam tylko jedno pytanie: Po co Ci to całe bieganie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo mądrości w tej części "Przecież i tak biegasz wolno" . Właśnie o to chodzi o ściganie się ze samym sobą, a nie z czasami innych. To ma być przyjemność sama w sobie, walka o dobre samopoczucie, zdrowie, a nie udowadnianie, że jest się szybszym niż sąsiad lub kolega z facebooka. Brawo za mądre podejście!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to dla mnie nagroda i mobilizacja do dalszego pisania. Dzielcie się swoimi wrażeniami i przemyśleniami, chętnie wysłucham też Waszych uwag i sugestii, to miejsce tworzę dla Was!

Copyright © 2014 my healthy style , Blogger