Bieg City Trail on tour - czego się nauczyłam

Wczoraj ukończyłam mój drugi bieg. Jestem z siebie bardzo dumna! Nie zrobiłam życiówki, mimo to w obliczu braku treningów i spadku formy oraz skwaru i duchoty na dworze, moim ogromnym sukcesem było samo ukończenie biegu.

Na mecie musiałam bardzo młodo wyglądać,
ponieważ przez pomyłkę dostałam medal z biegu dla dzieci :)


Po krótce opowiem Wam o moich wrażeniach i lekcji, jaką wyniosłam z biegu. 


Jestem bardzo zadowolona. Nie było dzikich tłumów, ale wystartowało sporo osób. Pomimo wieczornej pory żar lał się z nieba, nogi tonęły w piasku, a owady wzięły sobie za punkt honoru pogryźć jak największą ilość osób. Mimo to atmosfera była wspaniała, aż chciało się biec.

Spodziewałam się znacznie gorszego czasu, a dobiegłam podobnie jak w poprzednim biegu. Rzecz jasna nie był to super wynik, lecz dla mnie wystarczył. 
Przede wszystkim biorąc pod uwagę wysoką temperaturę i brak treningów, obiecałam sobie, że nie będę biegła powyżej moich możliwości, że potraktuję ten bieg jak zwykły trening, tyle że z numerkiem startowym na koszulce. Rzeczywiście nie forsowałam się i biegłam spokojnie, mimo to wcale nie tak wolno jak na mnie. Widzę jednak, że bardzo mądrze zrobiłam. Satysfakcji z ukończonego biegu nic mi nie odbierze, a nie biłam się o miejsce na podium, żeby minuta stanowiła dla mnie dużą stratę. 

Sama byłam zresztą świadkiem sytuacji, gdy młody chłopak biegł co sił. Rzecz jasna wyminął mnie szybciej aniżeli zdążyłam zauważyć, co się dzieje, brakowało tylko "mig-mig" w stylu strusia pędziwiatra. Niestety zbyt szybkie tempo nie opłaciło się, bowiem kilkaset metrów dalej kulił się w krzakach i masował nogę. Była to dla mnie bardzo przydatna lekcja, że nie zawsze trzeba przekraczać własne granice.

Rzecz jasna nie mówię, żeby nigdy nie wykraczać poza strefę komfortu. Chodzi mi tu o zdrowy rozsądek, rachunek zysków i strat. Warto stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej, lecz nowe wyzwania mają nas przede wszystkim rozwijać, a nie gnoić.

Dlatego jestem tak zadowolona z tego biegu. Zachowując racjonalne podejście do sprawy udało mi się pobiec z nadal sensownym jak na mnie czasem.

A jak tam u Was? Biegaliście gdzieś niedawno?

4 komentarze:

  1. Średnio przepadam za bieganiem, wolę raczej inne aktywności :) A wspomniany przez Ciebie chłopak jest bardzo dobrym przykładem na to, że nie zaszkodzi być za pan brat ze swoim zdrowym rozsądkiem. Także na moim wczorajszym treningu trener mówił, że w ten upał absolutnie nie możemy szaleć, za to powinniśmy postawić na umiarkowany wysiłek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne podsumowanie biegu, świetne jest to jakie wnioski udało Ci się wyciagnąć. Podoba mi się wzmianka o strusiu pędziwiatrze - jak widać rozwaga jest ważniejsza od szarżowania, zwłaszcza na długich dystansach ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. nigdy nie brałam udziału w biegu, ale marzę o tym, by kiedyś przebiec jakiś półmaraton :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdrowy rozsądek jest najważniejszy :)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz to dla mnie nagroda i mobilizacja do dalszego pisania. Dzielcie się swoimi wrażeniami i przemyśleniami, chętnie wysłucham też Waszych uwag i sugestii, to miejsce tworzę dla Was!

Copyright © 2014 my healthy style , Blogger